• Wyślij znajomemu
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Polska (27-28 czerwca 2009 r.) „Farfał: Rząd Tuska nic nie robi, to ja zbuduję cyfrową Polskę”

12:15, 29.06.2009
Polska (27-28 czerwca 2009 r.) „Farfał: Rząd Tuska nic nie robi, to ja zbuduję cyfrową Polskę”Jak Pan to robi, że Donald Tusk Pana wspiera?

Nie zauważyłem, żeby pan premier w jakikolwiek sposób mnie wspierał.

W ostatniej chwili tak zmienił ustawę medialną, że nie wejdzie ona w życie, a Pan będzie mógł spać spokojnie.

Ale przecież koalicja rządowa chce, by ustawa obowiązywała, chociaż przynajmniej w kilku punktach ta ustawa jest niekonstytucyjna.

Na przykład?

Od samego początku istnienia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Trybunał Konstytucyjny konsekwentnie wypowiadał się przeciwko skracaniu jej kadencji.

Jednak w orzeczeniu z 2006 r., kiedy Trybunał oceniał ustawę medialną przyjętą przez PiS, LPR i Samoobronę, sędziowie uznali, że istotne zmiany ustawowe mogą usprawiedliwić skrócenie kadencji KRRiT.

Sędziowie wykazali wówczas, że kilka rozwiązań z tamtej ustawy nie było zgodnych z konstytucją. Ponieważ Krajowa Rada działała już wówczas w nowym składzie i na podstawie nowych przepisów, Trybunał uznał ten wybór.

Powołam się, więc na autorytet poseł Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej, która zapewnia, że nowa ustawa jest zgodna z konstytucja.

Nawet jak się jest adwokatem złej sprawy, to broni się jej do końca.

Posłanka PO nie wie, co mówi?

Jeśli ustawa trafi do Trybunału Konstytucyjnego, sędziowie zdecydują, kto ma rację. Są oni znacznie bardziej kompetentni w tej sprawie niż pani poseł Śledzińska-Katarasińska i ja razem wzięci.

Andrzej Godlewski kontra Piotr Farfał. Pieniędzy z abonamentu nie wystarcza już nawet na to, by utrzymać ośrodki regionalne TVP. Od kilkunastu lat politycy osłabiają telewizję publiczną, a ostatnio robią to szczególnie intensywnie. Z powodu dalszej dewastacji mediów publicznych ucierpią także interesy państwa i obywateli- mówi Andrzejowi Godlewskiemu p.o. prezes Telewizji Polskiej S.A.


Podziel się:  Więcej
Jak Pan to robi, że Donald Tusk Pana wspiera?

Nie zauważyłem, żeby pan premier w jakikolwiek sposób mnie wspierał.

W ostatniej chwili tak zmienił ustawę medialną, że nie wejdzie ona w życie, a Pan będzie mógł spać spokojnie.

Ale przecież koalicja rządowa chce, by ustawa obowiązywała, chociaż przynajmniej w kilku punktach ta ustawa jest niekonstytucyjna.

Na przykład?

Od samego początku istnienia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Trybunał Konstytucyjny konsekwentnie wypowiadał się przeciwko skracaniu jej kadencji.

Jednak w orzeczeniu z 2006 r., kiedy Trybunał oceniał ustawę medialną przyjętą przez PiS, LPR i Samoobronę, sędziowie uznali, że istotne zmiany ustawowe mogą usprawiedliwić skrócenie kadencji KRRiT.

Sędziowie wykazali wówczas, że kilka rozwiązań z tamtej ustawy nie było zgodnych z konstytucją. Ponieważ Krajowa Rada działała już wówczas w nowym składzie i na podstawie nowych przepisów, Trybunał uznał ten wybór.

Powołam się, więc na autorytet poseł Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej, która zapewnia, że nowa ustawa jest zgodna z konstytucja.

Nawet jak się jest adwokatem złej sprawy, to broni się jej do końca.

Posłanka PO nie wie, co mówi?

Jeśli ustawa trafi do Trybunału Konstytucyjnego, sędziowie zdecydują, kto ma rację. Są oni znacznie bardziej kompetentni w tej sprawie niż pani poseł Śledzińska-Katarasińska i ja razem wzięci.
Dlaczego nie zgłaszał Pan swoich zastrzeżeń wtedy, gdy trwały prace nad tą ustawą?

Teatralne manifestowanie sprzeciwu nie miałoby żadnego wpływu na twórców ustawy. Występowanie przed kamerami i mówienie, jak wielkie zło chcą wyrządzić politycy telewizji publicznej, nie miało sensu. Byłoby przeciwskuteczne. Nie mogę obrażać się na rzeczywistość, tym bardziej kiedy nie mam na nią wpływu.

Ale może szkoda, że nie zabrał Pan publicznie głosu w sprawie ustawy medialnej?

Zrobiłem to podczas posiedzenia Senackiej Komisji Kultury. Zostałem poproszony o przedstawienie stanowiska TVP do ustawy. Uczyniłem to, ale bez robienia medialnego zgiełku. Wypowiadając publicznie swoją opinię, stawałbym po stronie PO lub PiS. A prezes każdej spółki, również TVP, nie powinien wchodzić w bieżące spory polityczne.

Nie potrzebuje Pan sojuszników w Sejmie?

Nie jestem w żaden sposób związany z ugrupowaniami, które są tam reprezentowane. Żaden polityk do mnie nie dzwoni, by wysłać gdzieś kamerę czy transmitować konferencję prasową. To gwarantuje pluralizm w mediach publicznych.

Nie dzwonią do Pana nawet politycy Libertasu?

Nie.

To skąd było ich tak dużo w maju i czerwcu na antenie TVP?

Politycy, którzy zasiadają w obecnym Sejmie, występują u nas dużo częściej.

Żałuje Pan, że Libertas będzie miał w Parlamencie Europejskim tylko jednego posła, i to z Francji?

Równie dobrze może mnie pan zapytać, czy cieszę się lub martwię, że PO i PSL będą miały 28 posłów we frakcji chadeckiej, najsilniejszej w PE.

Cieszy się więc Pan czy martwi?

Nie odpowiadam na pytania polityczne.

Przeciw Panu występują nie tylko politycy, ale i twórcy oraz producenci.

Krytykuje mnie tylko część środowisk, które od lat żyją z telewizji publicznej.
Dlaczego?

Ja nie spotykam się z pojedynczymi producentami. Choć za moich poprzedników poszczególni reprezentanci tego środowiska, którzy chcieli coś załatwić, byli przyjmowani w gabinecie prezesa.

Nie chce Pan rozmawiać z ludźmi, którzy produkują szlagiery TVP?

Gdy chodzi o konkretne projekty, robią to dyrektorzy odpowiedzialni za program i produkcję. Ja rozmawiam z przedstawicielami całego środowiska, a nie poszczególnych firm. Takie rozwiązanie służy przejrzystości w podejmowaniu decyzji.

Atakują Pana ci, którzy na Woronicza nie mogą zarabiać tyle co wcześniej?

Moi krytycy mają różne intencje. Nie chcę wszystkim przypisywać motywów materialnych. Faktem jest, że TVP ma teraz mniej przychodów z reklam i abonamentu, więc nie angażuje się w duże projekty. Niestety, dziś nawet wspaniałym twórcom muszę mówić, że nie mamy pieniędzy.

Jak się Pan czuje, gdy Andrzej Wajda, Agnieszka Holland czy Joanna Szczepkowska mówią, że nie wystąpią w TVP, dopóki jest Pan jej prezesem?

Szanuję to, bo to ich wybór, bez względu na to, czy zgadzam się z powodami, które temu towarzyszą. Praca na rzecz TVP nie jest obowiązkiem.

Pierwszego lipca wygasa kadencja rady nadzorczej TVP. Ponieważ ministrowie w Krajowej Radzie zapewne nie będą w stanie wybrać nowej, minister skarbu może przysłać Panu kuratora.

Jeśli tak się stanie, to kurator, jeśli dobrze interpretuję zapisy kodeksu spółek handlowych, będzie działał wyłącznie w celu powołania nieistniejącego organu spółki, czyli rady nadzorczej...

...która Pana odwoła.

Rada nadzorcza jako organ spółki może mnie zawsze odwołać.

A może zamiast uchwalać nową ustawę, politycy powinni odrzucić sprawozdania Krajowej Rady, wybrać nową i w ten sposób Pana odwołać?

To realny, ale nie taki oczywisty scenariusz. Sprawozdanie KRRiT musieliby odrzucić prezydent, Sejm i Senat.
Dlaczego sytuacja finansowa TVP jest dziś tak zła?

To tak jak z budżetem państwa. Na początku roku prognozowaliśmy wyższe przychody z reklam. Ten rynek jest bezpośrednio związany ze wzrostem PKB, który z miesiąca na miesiąc jest coraz niższy, jednak nasze straty udziałów w rynku nie są tak duże jak Polsatu czy TVN-u.

Nie narzeka Pan na malejące wpływy z abonamentu?

W styczniu KRRiT prognozowała, że otrzymamy z abonamentu 314 min zł, czyli o 200 mln zł mniej niż w 2007 r. Jednak po 5 miesiącach wiemy już, że tych środków będzie co najwyżej 260 mln zł.

Za ćwierć miliarda złotych nie da się nic zrobić?

To nawet nie wystarczy na pokrycie kosztów funkcjonowania 16 ośrodków regionalnych, które w ubiegłym roku wyniosły 356 mln zł. A przecież one powinny być utrzymywane z abonamentu. Są wpisane jako element misji telewizji publicznej. Nie mówię już o teatrze telewizji, programach kulturalnych, antenach tematycznych czy transmisjach sportowych.

Co w takim razie?

Jeśli państwo nie gwarantuje środków na realizację misji publicznej, to powinno nam umożliwić równe warunki konkurowania na rynku reklamowym.

Chce Pan przerywać programy reklamami?

Jeśli zachęca się obywateli do niepłacenia abonamentu i nie gwarantuje jakichkolwiek środków w budżecie na media publiczne, to jest to najuczciwsze rozwiązanie. Nie wyciągalibyśmy wtedy ręki po pieniądze do obywateli czy państwa. Gwarantuję, że pieniądze z reklam inwestowalibyśmy w misję. Tym bardziej, że władze dają nam za mało pieniędzy na realizację zadań. Byłoby już uczciwiej, gdyby TVP nie dostawała nic z budżetu, ale przerywała program reklamami jako jedna z nielicznych spółek Skarbu Państwa nie dzielimy się zyskiem z właścicielem, lecz mamy go przeznaczać na inwestycje, czyli na program.

Na razie nie będzie to możliwe.

Zatem będziemy musieli, co przyznaję z ciężkim sercem, zredukować wszystkie wydatki, również te przeznaczone na misję TVP.

Zamknie Pan więc TVP Kulturę, TVP Historia czy TVP Polonię? Kosztują one po kilkanaście milionów złotych albo więcej.

Kanały tematyczne są częścią misji telewizji publicznej. Póki co będę się starał udowodnić i obywatelom, i politykom, że mimo spadających przychodów realizujemy te zadania. Jeśli jednak w ostateczności trzeba będzie ograniczyć tę część naszej działalności, to nie będzie to moja decyzja, lecz polityków, podjęta przez nich już kilkanaście lat temu, a dziś twórczo i nieodpowiedzialnie kontynuowana.
Jak to?

Ani ten rząd, ani poprzednie ekipy nie zrobiły nic, by zwiększyć zakres ściągalności abonamentu w Polsce lub zaproponować rozsądną alternatywę.

Ile potrzebuje Pan pieniędzy, by realizować misję?

BBC otrzymuje rocznie z abonamentu około 12 mld zł. Tymczasem TVP -razem z reklamami, które stanowią 80 proc. przychodów - ma niecałe 2 mld zł.

Sześć razy więcej - chyba nie będzie nas na to stać.

Ja nie chcę aż tyle. Chcę tylko stabilnego finansowania.

Może koalicja rządowa ma rację, że zamiast abonamentu, który ściągany jest w 20 proc., lepiej finansować TVP z budżetu państwa, a ośrodki regionalne oddzielić od centrali w Warszawie.

We wszystkich krajach, gdzie abonament zamieniano na inny rodzaj finansowania, media publiczne istotnie traciły. Tak stało się np. na Węgrzech, gdzie nieodpowiedzialne decyzje polityków zdewastowały tamtejszą telewizję publiczną.

Broni Pan misji, jaką ma realizować Telewizja Polska. Jednak czy widzi Pan istotne różnice między tym, co oferują TVP2, TVN i Polsat?

Codziennie nadajemy programy misyjne.

Po północy.

To niesprawiedliwa ocena. Jest ich znacznie więcej. Programy misyjne nie muszą być niszowe. Np. „Boso przez świat” Wojciecha Cejrowskiego ma wielką oglądalność, zarabia na siebie.

To Pana ulubiona audycja?

Niezręcznie mi się do tego przyznać, ale wydaje mi się, że za mało oglądam telewizji. Jestem jednoosobowym zarządem ogromnej spółki i czasem pracuję po czternaście godzin 6 dni w tygodniu.

Może dlatego nie zauważa Pan, że Dwójka stalą się komercyjną stacją.

Są tam też audycje Tomasza Lisa i Jana Pospieszalskiego. Ta druga nie mogłaby się ukazywać bez środków z abonamentu.
A propos, przedłuży Pan umowę z Lisem?

Proszę mnie o to zapytać za pół roku, kiedy skończy się dwuletni kontrakt na ten program.

Jednak w tej chwalonej przez Pana Dwójce są i „Gwiazdy tańczą na lodzie".

Były, chociaż przyznaję, że była to czysta komercyjna rozrywka, która powinna być finansowana tylko z reklam.

Pod hasłem „Doda zrób mi loda”.

Zdarzają się różne potknięcia. Ta audycja nie wróci na naszą antenę. Dlaczego jednak nie zauważa pan i inni dziennikarze dobrych rzeczy w telewizji publicznej? Na przykład tego, że jako pierwsi na świecie kupiliśmy licencję na mistrzostwa Euro 2012?

Za trzy lata, kiedy zainauguruje Pan mistrzostwa, napiszemy o tym więcej.

Nie sądzę, żebym dotrwał do tego czasu. Moja kadencja upływa w połowie 2010 r. Zdecydowaliśmy się ostro walczyć o Euro 2012 i wygrać te prawa dla wszystkich Polaków, a nie tylko tych, których stać na zakup płatnych dekoderów, by móc obejrzeć największą imprezę sportową, jaka odbędzie się w Polsce. I zapewniam pana, że pieniędzy z abonamentu nie starczyłoby na ten zakup.

Może Polski nie stać na osiem kanałów telewizji publicznej i 16 ośrodków regionalnych?

Nas nie stać na to, byśmy nie mieli telewizji publicznej. Telewizja publiczna jest jak powietrze - jej brak poczujemy dopiero wtedy, gdy jej zabraknie. Dalsze osłabianie mediów publicznych doprowadzi do pogorszenia debaty publicznej i drastycznego obniżenia poziomu kultury w naszym kraju.

A może lepiej byłoby sprywatyzować np. Dwójkę i z pozostałych pieniędzy robić mniejszą, ale lepszą telewizję publiczną?

To bardzo szkodliwe i dogmatycznie liberalne podejście. Wystarczy zaobserwować, co stało się w wielu krajach europejskich po zamknięciu części kanałów telewizji publicznej.

We Francji to się stało i nie było tragedii.

Ale francuskiej opinii publicznej bardzo to się nie podobało.

W TVP jest więc lepiej, niż mówią Pańscy krytycy?

Gdyby było tak, że Polacy nie oglądają telewizji publicznej, nie bylibyśmy największą telewizją publiczną w Europie z ponad 4O- procentowymi udziałami. Popełniamy czasem błędy, przyznaję, ale czy akurat rzucać w nas kamieniami powinni politycy i nasi bezpośredni konkurenci, sami niebędący bez grzechu?

Gdy za trzy, cztery lata Polacy będą mogli odbierać poprzez dekodery cyfrowe znacznie więcej stacji telewizyjnych, politycy przestaną zabiegać o telewizję publiczną?

Odpowiem tajemniczo - być może to TVP sama scyfryzuje Polskę.

Jak to? Firma, która po pierwszym kwartale tego roku odnotowuje ujemny wynik, chce kupić kilku milionom gospodarstw domowych dekodery cyfrowe kosztujące paręset złotych?

Nie mogę na razie nic więcej dodać w tej sprawie.

Ale cyfryzacja to przede wszystkim zadanie rządu?

Od 2003 r., kiedy zaczęto mówić o cyfryzacji Polski, żaden rząd nie zrobił niczego w tej sprawie. To dla polityków skomplikowany i odległy temat, który nie pozwala na zwiększenie poparcia wśród wyborców. Wiem, że rząd premiera Donalda Tuska powołał zespół roboczy ds. cyfryzacji, ale efektów jego pracy póki co nie widać.