• Wyślij znajomemu
  • Wersja do druku
  • -AA+A

"Arogancja ignorancji" - polemika Jana Polkowskiego, Dyrektora Biura Zarządu TVP S.A.

11:57, 01.09.2008
"Arogancja ignorancji" - polemika Jana Polkowskiego, Dyrektora Biura Zarządu TVP S.A.óry z Europie dominuje, o czym Dobrowolski wiedzieć powinien. Podobnie jak o tym, że TVP posiada 48 procent rynku właśnie dzięki temu, że (inaczej niż Polskie Radio) swoje przychody czerpie w większym stopniu z reklam, niż z abonamentu, co zresztą nie oznacza, że go nie potrzebuje, bo to nadal „aż” , a nie „tylko” jedna trzecia jej przychodów.

Bałamuctwa budżetowe

Nie wiadomo na jakiej podstawie Dobrowolski uważa, że zapowiadany przez polityków PO Fundusz Misji Publicznej będzie od obecnego systemu finansowania mediów publicznych „bezpieczniejszy, sensowniejszy i bardziej sprawiedliwy” ? Czy autor należy do jakiegoś grona wtajemniczonego w szczegóły tej koncepcji, nikomu poza nim na razie nieznanej? I czemu nie wspomina, że pieniądze do FMP nie spadną z nieba, tylko będą pochodzić z podatków. Czyli też zostaną wyciągnięte od obywateli, tylko z innego tytułu niż „podatek od telewizora”. Skąd autor czerpie optymistyczne przekonanie, że „pieniądze przekazywane z budżetu państwa” na FMP będą - „dużo pewniejszym źródłem finansowania telewizyjnej i radiowej twórczości” niż abonament? On sam pisze, że czerpie je „ z odrobiny zdrowego rozsądku”. Otóż zdroworozsądkowa obserwacja debat budżetowych w Sejmie prowadzi do wniosku przeciwnego. Żadna z finansowanych z tego źródła instytucji publicznych nie może być pewna ile pieniędzy na kolejny rok ostatecznie otrzyma. Zawsze jest to wynikiem politycznych i urzędniczych bojów. Gdzie tu jakiekolwiek gwarancje bezpieczeństwa, czyli stabilności źródeł finansowania? I gdzie gwarancje niezależności mediów publicznych w sytuacji, „płacenia przez państwo za konkretne audycje”? Przez państwo, czyli przez kogo w przypadku finansowania budżetowego? Przez każdą kolejną większość sejmową.

Rzekomą wyższość finansowania budżetowego mediów publicznych Dobrowolski próbuje uzasadnić tezą, że „wpływy z abonamentu od lat systematycznie spadają”. To akurat prawda, tylko autor zapomniał dodać, że do czasu rozpętania przez PO jesienią ubiegłego roku antyabonamentowej kampanii, był to spadek rzędu 2 procent rocznie. Dramatyczne rozmiary osiągnął dopiero w tym roku, właśnie na skutek tejże kampanii i zapowiedzi jego zniesienia.

Bałamuctwa misyjne

Nadal mityczny Fundusz Misji Publicznej, w którego zalety Dobrowolski postanowił politykom PO uwierzyć na słowo, miałby zamiast „przerośniętej instytucji” finansować „konkretne audycje”, zwane także „wysokogatunkowymi, misyjnymi produktami”. Tu Dobrowolski ogranicza się do powtarzania (np. po Jakubie Bierzyńskim) pewnej koncepcji „misyjności”, mającej z grubsza polegać na tym, by np. TVP zredukowała swoją ofertę programową do dokumentalistyki, programów o kulturze wysokiej i teatru telewizji. Trzeba jasno stwierdzić, że takie definiowanie misji mediów publicznych nie ma

Nie ma ostatnio tygodnia, w którym na łamach ogólnopolskiej prasy nie ukazałby się co najmniej jeden artykuł atakujący media publiczne (najczęściej TVP) oraz dotychczasowy sposób finansowania ich działalności (szczególnie z abonamentu). Motywy tych napaści bywają rozmaite: ideologiczne, polityczne, biznesowe, ale większość z nich łączy jedno – nadrabianie mizerii argumentacyjnej tupetem. Jeśli w tym nurcie cokolwiek wyróżnia artykuł Pawła Dobrowolskiego „Kilka mitów o abonamencie” (Dziennik, 12.05.2008) to autokompromitujący tytuł. Zamiast obiecanego w nim zdemaskowania abonamentowych mitów, czytelnik otrzymuje zbiór bałamuctw i niespójne, pokrętne wywody. A wszystko to pod nadanym przez redakcję szyldem „analizy” mającym sugerować kompetencję i trzeźwość oc


Podziel się:  Więcej
Bałamuctwa abonamentowe

Już w pierwszym zdaniu swojego tekstu Dobrowolski wprowadza czytelników w błąd, nazywając abonament radiowo-telewizyjny „podatkiem”. Tymczasem Ministerstwo Finansów nie uznaje abonamentu za podatek, podległe mu służby skarbowe nie prowadzą jego poboru, nie ma taż żadnych sankcji za jego niepłacenie, czego o prawdziwych podatkach powiedzieć nie sposób. I wreszcie, zmian ustaw podatkowych nie wolno wprowadzać w życie w trakcie roku podatkowego, którego miałyby one dotyczyć. Chwalona przez Dobrowolskiego ustawa o zwolnieniu z płacenia abonamentu emerytów, jeśli nie zostanie skutecznie zawetowana, wejdzie w życie już w tym roku.

Na temat mylnie określonego jako podatek abonamentu Dobrowolski wygłasza tezy mogące wprawić w osłupienie. Uważa, np., że powinien on zostać zlikwidowany dlatego, że „akceptacja Polaków dla abonamentu maleje”, co zapewne wywnioskował z opublikowanego w prasie sondażu, w którym nota bene nie badano zmian nastawienia respondentów w czasie, tylko o nastawienie aktualne. Skoro jednak autor upiera się przy nazywaniu abonamentu podatkiem, to czy zna jakieś wyniki badań na temat społecznej akceptacji dla VAT, CIT, PIT lub akcyzy? Więc może trzeba ocenie sondażowej poddać całość systemu podatkowego w Polsce, a gdyby wynikło z niej, że Polacy w ogóle nie lubią podatków, to też domagać się ich zniesienia? Przy okazji poruszania tej tematyki autor sformułował najbardziej kuriozalną myśl swojego artykułu, pisząc, że „egzekwowanie każdego podatku wymaga przynajmniej częściowej zgody opodatkowanych. Na tym właśnie polega demokracja.” Co to takiego „częściowa zgoda”? I co to za sposób definiowania demokracji?

Idąc dalej, dlaczego akurat abonament autor uważa za „skrajnie niesprawiedliwy” i skąd wie, że jest płacony „głównie przez osoby starsze i gorzej wykształcone”? Nie dość, że to ostatnie twierdzenie mija się z prawdą, to nawet gdyby się nie mijało, gdzie tu jakikolwiek związek ze sprawiedliwością? Przecież obowiązek abonamentowy dotyczy ogółu użytkowników odbiorników radiowych i telewizyjnych, bez względu na wiek (nie licząc wyjątków ustawowych) i wykształcenie. Kolejne pytanie: na jakiej podstawie Dobrowolski uważa, że abonament jest „drogi w poborze”? W porównaniu do czego? Bo jeśli do podatków pobieranych przez urzędy skarbowe, to koszty ich poboru są zdecydowanie większe. Nikt nie wyciąga stąd wniosku, że podatki należy zlikwidować.

Kolejną manipulacją Dobrowolskiego jest imputowanie polskim zwolennikom zachowania abonamentu, jakoby uważali go za „dogmat tzw. europejskiego modelu mediów publicznych”, gdy tymczasem tylko w trzech krajach UE „telewizje SA utrzymywane wyłącznie z abonamentu”. Owszem, tyle, że w toczonym u nas sporze nie chodzi o naśladowanie tej trójki krajów, tylko o zachowanie modelu mieszanego (abonament plus wpływy z reklamy), kt
óry z Europie dominuje, o czym Dobrowolski wiedzieć powinien. Podobnie jak o tym, że TVP posiada 48 procent rynku właśnie dzięki temu, że (inaczej niż Polskie Radio) swoje przychody czerpie w większym stopniu z reklam, niż z abonamentu, co zresztą nie oznacza, że go nie potrzebuje, bo to nadal „aż” , a nie „tylko” jedna trzecia jej przychodów.

Bałamuctwa budżetowe

Nie wiadomo na jakiej podstawie Dobrowolski uważa, że zapowiadany przez polityków PO Fundusz Misji Publicznej będzie od obecnego systemu finansowania mediów publicznych „bezpieczniejszy, sensowniejszy i bardziej sprawiedliwy” ? Czy autor należy do jakiegoś grona wtajemniczonego w szczegóły tej koncepcji, nikomu poza nim na razie nieznanej? I czemu nie wspomina, że pieniądze do FMP nie spadną z nieba, tylko będą pochodzić z podatków. Czyli też zostaną wyciągnięte od obywateli, tylko z innego tytułu niż „podatek od telewizora”. Skąd autor czerpie optymistyczne przekonanie, że „pieniądze przekazywane z budżetu państwa” na FMP będą - „dużo pewniejszym źródłem finansowania telewizyjnej i radiowej twórczości” niż abonament? On sam pisze, że czerpie je „ z odrobiny zdrowego rozsądku”. Otóż zdroworozsądkowa obserwacja debat budżetowych w Sejmie prowadzi do wniosku przeciwnego. Żadna z finansowanych z tego źródła instytucji publicznych nie może być pewna ile pieniędzy na kolejny rok ostatecznie otrzyma. Zawsze jest to wynikiem politycznych i urzędniczych bojów. Gdzie tu jakiekolwiek gwarancje bezpieczeństwa, czyli stabilności źródeł finansowania? I gdzie gwarancje niezależności mediów publicznych w sytuacji, „płacenia przez państwo za konkretne audycje”? Przez państwo, czyli przez kogo w przypadku finansowania budżetowego? Przez każdą kolejną większość sejmową.

Rzekomą wyższość finansowania budżetowego mediów publicznych Dobrowolski próbuje uzasadnić tezą, że „wpływy z abonamentu od lat systematycznie spadają”. To akurat prawda, tylko autor zapomniał dodać, że do czasu rozpętania przez PO jesienią ubiegłego roku antyabonamentowej kampanii, był to spadek rzędu 2 procent rocznie. Dramatyczne rozmiary osiągnął dopiero w tym roku, właśnie na skutek tejże kampanii i zapowiedzi jego zniesienia.

Bałamuctwa misyjne

Nadal mityczny Fundusz Misji Publicznej, w którego zalety Dobrowolski postanowił politykom PO uwierzyć na słowo, miałby zamiast „przerośniętej instytucji” finansować „konkretne audycje”, zwane także „wysokogatunkowymi, misyjnymi produktami”. Tu Dobrowolski ogranicza się do powtarzania (np. po Jakubie Bierzyńskim) pewnej koncepcji „misyjności”, mającej z grubsza polegać na tym, by np. TVP zredukowała swoją ofertę programową do dokumentalistyki, programów o kulturze wysokiej i teatru telewizji. Trzeba jasno stwierdzić, że takie definiowanie misji mediów publicznych nie ma
nic wspólnego z obowiązującym w Polsce stanem prawnym, o czym Dobrowolski pewnie by wiedział, gdyby przejrzał ustawę o radiofonii i telewizji. Jej art. 21 definiując misję publiczną nakazuje, by media publiczne oferowały „całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy (...) w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu.” Zatem również misja TVP jako medium publicznego polega na tym, by jej program był: powszechnie dostępny, najszerzej adresowany i zróżnicowany gatunkowo. Ustawa nie określa misji dla specjalistycznego kanału informacyjnego czy kulturalnego, tylko dla telewizji o ofercie uniwersalnej, pluralistycznej, skierowanej do wszystkich, gdzie np. rozrywka jest na tych samych „misyjnych” prawach, co wszystkie inne wymienione w ustawie dziedziny. Jeśli ktoś się z ustawowa definicją misji nie zgadza, to niech uczciwie argumentuje za jej zmianą, zamiast oszukiwać opinię publiczną, jakoby TVP nie realizowała misji. Jak bardzo ją realizuje, łatwo przekonać się porównując jej widownię i komercyjnych konkurentów. Okazuje się, że w najszerszej wiekowo grupie odbiorców (4+) TVP pozostaje niekwestionowanym liderem, ustępując pola swym rywalom w grupie preferowanej przez reklamodawców (16-49 lat). A to oznacza, między innymi, że TVP ma najwięcej do zaoferowania zarówno widzom najmłodszym, jak i „osobom starszym i mniej wykształconym”, które lepiej od Dobrowolskiego wiedzą dlaczego warto płacić abonament. Choćby po to, by nie znaleźć się w sytuacji widzów, których potrzeby i gusta są lekceważone tylko dlatego, że nie są najbardziej atrakcyjnymi konsumentami w oczach reklamodawców. Brutalna prawda jest taka, że w zamian za 17 złotych ulgi miesięcznie zwolennicy likwidacji abonamentu chcą, by polscy emeryci pogodzili się z takim lekceważeniem.

Bałamuctwa pomniejsze

Pisze Dobrowolski, że „front obrony abonamentu zwiera szyki” , a w innym miejscu twierdzi, że „abonament daje bezpieczeństwo (...) nie twórcom, lecz politykom”. Z tym zwieraniem szyków, niestety, nie idzie najlepiej. W dodatku do tej pory najgłośniej w obronie abonamentu zabierali głos właśnie przedstawiciele właśnie środowisk twórczych, a nie politycznych. Daremnie zresztą, bo przez polityków PO (z premierem na czele) ich apele zostały kompletnie zlekceważone.

Dobrowolski sięga wreszcie po insynuacje, jakoby abonament służył TVP m.in. „zachowaniu setek zbędnych etatów przy Woronicza, łataniu dziur w budżetach „bratnich instytucji”, wypłacie ogromnych odpraw kolegom prezesa” itp.. Otóż pozostawiając prawnikom ocenę do czego podobne stwierdzenia mogą się kwalifikować, nie mogę powstrzymać się od zadania już teraz autorowi pytania, jakie to „bratnie instytucje”, przez niego
samego wzięte w cudzysłów, miał na myśli? Nie wiedząc zaś, czy doczekam się odpowiedzi, mogę tylko zgadywać, czy autorowi chodziło na przykład o ponad 5000 różnych organizacji i instytucji, które otrzymały patronat TVP (a więc wsparcie antenowe dla organizowanych przez nie wydarzeń, wiążące się często ze wsparciem finansowym).

Dokąd prowadzą postulaty lansowane przez Pawła Dobrowolskiego i jemu podobnych w sposobie myślenia o zadaniach i sposobach finansowania mediów publicznych, przekonali się w swoim czasie Węgrzy, którzy dziś z wielkim trudem próbują odbudować zdewastowaną przez taką filozofię telewizję publiczną. Polacy wciąż mają szansę być mądrzy przed szkodą, a nie po niej. Najwyższy czas, by do debaty o przyszłości naszych mediów publicznych włączyli się także ci, którzy przy całej różnorodności poglądów i sympatii, rozumieją temat i wagę tej debaty. Nie wolno oddać w niej pola aroganckim ignorantom.


Jan Polkowski
Dyrektor Biura Zarządu i Spraw Korporacyjnych TVP S.A.


Polemika powyższa nie została opublikowana przez Dziennik.

Publikując tekst Pawła Dobrowolskiego "Dziennik" pominął informację, że zespół Przejrzyste Media, którego jest koordynatorem, został powołany przez Platformę Obywatelską.